Opowiadania i historie utrzymywane w konwencji fantasy. Przeważnie oscyluję gdzieś na granicach mystical fantasy/metaphysical fiction, chociaż czasami pokuszę się też na sf i inne gatunki. Czasem z humorem, czasem na poważnie. Podziękowania dla wszystkich czytelników i wspierających.
Showing posts with label socjologia. Show all posts
Showing posts with label socjologia. Show all posts
Wednesday, September 21, 2016
Tuesday, August 25, 2015
"Hasztagi"
Czy
może być coś bardziej radującego od posiadania potomstwa? W końcu
to wypełnienie celu zapisanego głęboko w genach, praktycznie
najważniejszego z punktu widzenia biologii. Poza tym dziecko jest
ucieleśnieniem miłości, istotą łącząca w sobie cechy dwóch
zakochanych osób.
Zuzanna
cieszyła się, że jej nowo narodzony synek wreszcie jest w domu.
Miała problemy z zajściem w ciążę, samo oczekiwanie na poród
również nie przebiegało gładko. Dzięki Bogu, Feliks urodził się
cały i zdrowy.
Zuzanna
zrobiła sobie zdjęcie razem z nim, mężem Hubertem i czteroletnią
córeczką Amelią w świeżo wyremontowanym pokoju dziecięcym, po
czym wrzuciła je na portal społecznościowy.
#rodzinka
#bobas #feliks #witajwdomu #szczęśliwi
– Jaki
oni śliczny!
– Ale
słodki!
– Super!
Kiedy nas odwiedzicie?
Post
okraszono wieloma podobnymi komentarzami. Młoda mama była bardzo
dumna. Nie mogła jednak zbyt długo cieszyć się towarzystwem
Feliksa. Korporacja wzywała. To dzięki niej Zuzanna mogła zakupić
robota, który zajmował się noworodkiem i Amelią. Android był
odpowiedzialny za utrzymanie całego mieszkania, więc Zuzanna po
powrocie z pracy poświęcała swój czas wyłącznie na kontakt z
bliskimi. Bardzo jej to odpowiadało. Wcześniej, kiedy nie miała
elektronicznego pomocnika, opieka nad córką doprowadzała ją do
szału i wątpliwości nad sensem posiadania dzieci.
Dwa
dni później, przekraczając próg nie usłyszała ani kwilenia
Feliksa, ani śmiechu Amelci. Znalazła ich zmasakrowane ciała w
pokoju dziecinnym. Tuż przy nich stał robot domowy, który w kółko
śpiewał:
Ain't
no time for fakin jax
Stop
fakin jax
Brothers
that fake jax get laid on they backs
*
Co
może równać się z cechami, które sprawiają, że obserwujący je
doznają niemalże mistycznych uczuć? Czy istnieje większy dar od
natury niż piękno? Podobno to właśnie ono ma zbawić świat.
Marika
marzyła o karierze modelki. Była uroczą młodą damą, jednak nie
dosyć ładną, by pojawić się na okładkach magazynów i
bilbordach reklamowych. Dlatego ostatnio zrobiła sobie operację
plastyczną za pieniądze od taty. Nic wielkiego, drobne poprawki
nosa i ust. Naturze czasem trzeba pomóc. Wczoraj założyła nowego
bloga i wrzuciła na niego selfie pstryknięte w miejskim parku.
#polishgirl
#beauty #bezskalpela #wawa #summer
– Ekstra!
– Pokaż
cycki!
– Sweet!
Marika
była zadowolona z szerokiego odzewu. Niektórzy zarzucali jej
oszustwo, ale pozostali komentujący od razu przypięli im łatkę
hejterów. Aby jeszcze bardziej zachwycić internautów, postanowiła
zmienić uczesanie. Wybrała się do zakładu fryzjerskiego
obsługiwanego przez automaty. Wgrała do komputera osobiście
zaprojektowaną fryzurę i usiadła na wygodnym fotelu. Umieszczone
na robotycznym ramieniu nożyce zaczęły chlastać jej twarz. Radio
zacięło się, nieustannie powtarzając ten sam fragment piosenki:
Ain't
no time for fakin jax
Stop
fakin jax
Brothers
that fake jax get laid on they backs
*
Czy
można być bardziej spełnionym niż wtedy, kiedy stworzyło się
coś od początku do końca? Wprowadzeniu autorskiego pomysłu w
życie towarzyszy wyjątkowe zadowolenie, które buduje poczucie
własnej wartości.
Tobiasz
od początku wierzył, że mu się uda. Niewiele osób może
pochwalić się własnoręcznie przerobionym samochodem. Tuning
pochłonął trochę czasu i pieniędzy, ale efekt był niesamowity.
Zrobił sobie zdjęcie z nowym wozem i udostępnił je na portalu
społecznościowym.
#540hp
#hondaszybszaniżwygląda #JDM #pocomechanikjakmożnasamemu #swag
– Łał,
naprawdę ma tyle koni?
– Robiłeś
wszystko sam?
– Kozacki
spojler, pewnie dużo za niego dałeś.
Tobiasz
odpowiadał na większość pytań twierdząco, mimo iż test na
hamowni wskazał sporo mniejszą moc, część modyfikacji była
dokonana przez poprzedniego właściciela, a nowe części kupił po
przecenach. Ale co mu tam, przecież nikt się nie dowie.
Pewnego
dnia postanowił wybrać się na przejażdżkę po mieście. Opuścił
szyby i puścił głośną muzykę. Jechał powoli, przyglądając
się spacerującym dziewczynom. Nagle w samochodzie włączył się
autopilot i pojazd zaczął gwałtownie przyspieszać. Tobiasz nie
mógł zahamować, ani dezaktywować komputer kierujący wozem.
System audio ześwirował i ciągle odtwarzał ten sam kawałek
utworu:
Ain't
no time for fakin jax
Stop
fakin jax
Brothers
that fake jax get laid on they backs
Po
chwili biała honda zderzyła się z seatem poruszającym się
przeciwległym pasem. Wszyscy uczestnicy wypadku zginęli.
*
– Wygląda
na to, że to koniec koszmaru – powiedział nadkomisarz Grabowski.
– Jak udało się wam go rozpracować?
– To
nie nasza zasługa – odparł młodszy inspektor Malinowski. – Po
pewnym czasie zabójca sam przyznał się do zbrodni. Wystarczyło
go ująć.
– Naprawdę
to zrobił? – zdziwił się Grabowski. – Wybacz, nie jestem na
bieżąco, dopiero wróciłem z urlopu.
– Zależało
mu na rozgłosie – wyjaśnił Malinowski. – Ten gościu był
konkretnym świrem. Ofiarom przed śmiercią puszczał amerykański
rap, jakiś kawałek o tym, że pozerzy źle kończą. Swoje
działania określał jako Projekt Trendkill od nazwy pewnego albumu
ze strasznie agresywną muzyką. Nienawidził ludzi, którzy
przesadnie chwalili się w mediach społecznościowych. Wyszukiwał
ich na podstawie tagów, śledził przez kilka dni, a następnie
zabijał przy pomocy zhakowanych urządzeń.
– Dobrze,
że nie korzystam z tych durnych fejsbuków…
Thursday, July 30, 2015
"Złe królestwo"
---Zazwyczaj takie
opowieści zaczynają się słowami „Dawno, dawno temu...”.
Niemniej jednak w tym przypadku byłoby to kłamstwo. Mógłbyś
pomyśleć, drogi czytelniku, że upłynęło niewiele lat pomiędzy
zajściem tych wydarzeniem a spisaniem ich przebiegu, lecz i to nie
jest prawdą.
---Przejdźmy od
domniemań do wyjaśnień. Postaram się wyrazić na tyle
precyzyjnie, byś był w stanie je pojąć, ale niczego nie
gwarantuję. Historia ta wypełnia cały czas, w którym mógłbyś
umieścić samego siebie.
---Miejsce, do którego
przeniosę twoją wyobraźnię, zwie się Złym Królestwem. Wiem, że
obrazisz się na mnie, ale nie zdradzę ci zbyt wiele na jego temat.
Wystarczy, żebyś wiedział, iż jest dosyć rozległe, i zapewnia
sprzyjające warunki do przeżycia.
---Złe Królestwo to
nie tylko przestrzeń. To także ludzie, którzy ją zamieszkują.
Przypuszczam, że nie różnią się zbyt wiele od odczytujących te
słowa. Jedni wysocy, piękni, bogaci, inni niscy, brzydcy, biedni.
Mają pewien wspólny mianownik. Nienawidzą własnego kraju.
---Kiedyś rządził
nimi nie kto inny jak Zły Król. Interesowało go wyłącznie
utrzymanie władzy. Reszty możesz się już domyślić.
---Pewnego dnia do
Złego Królestwa przybył Wędrowiec. Wybacz mój ubogi zasób
słownictwa, ale określę go największego kozaka pod słońcem.
Znał się na magii, świetnie walczył, posiadał ogromną wiedzę i
takie tam. Źli Królestwowianie mieli dosyć ucisku i poprosili
Wędrowca o pozbycie się Złego Króla. Ten, jako że był
szlachetny i prawy, wysłuchał błagań i jednym cięciem miecza
uwolnił naród od ciemiężcy.
---I tym oto sposobem
nastały rządy Dobrego Króla, krewnego poprzedniego władcy. Dobry
Król obniżył daniny, wprowadził więcej swobód obywatelskich i
zapewnił zapomogi dla biednych finansowane ze skarbu państwa.
---Ludziom żyło się
lepiej, większość była zadowolona ze zmian. Niektórzy
postulowali nawet nadanie krajowi nowej nazwy, bardziej adekwatnej
do ówczesnego stanu. Niemniej jednak, ktoś przy bliżej nieznanych
okolicznościach (z danych statystycznych wiadomo mi, że takie
wydarzenia mają zazwyczaj miejsce tam, gdzie król, nie ważne czy
Dobry, czy Zły, chodzi piechotą) doszedł do wniosku, że dobrobyt
pewnie prędko się skończy. W końcu Dobry Król może ni stąd ni
zowąd postradać rozum i powrócić do starych metod rządzenia. No
i nie było gwarancji, że następca tronu nie okaże się jeszcze
gorszą szują niż Zły Król...
---Wątpliwości
rozpleniły się wśród Złych Królestwowczyków i w całym
państwie wybuchły protesty. Wściekłe tłumy domagały się
bezpośredniego wpływu na rządy. Wędrowiec, który z niewiadomych
przyczyn zdecydował osiedlić się w Złym Królestwie
(najprawdopodobniej był zwyczajnym masochistą) zaproponował im, że
rozmówi się z Królem na ten temat.
---Pod wpływem
perswazji Wędrowca Dobry Król zgodził się na przekazanie władzy
grupie przedstawicieli ludu wybranych na drodze głosowania zwanej
Parlamentem. Owi przedstawiciele mieli piastować powierzone im
funkcje przez okres pięciu lat, po czym następowały kolejne wybory
i tak w kółko.
---Pomysł spodobał
się Złym Królestwowiakom. Zgłosiło się wielu chętnych do
piastowania funkcji Posła. Wygrali ci, którzy obiecali najwięcej.
Obywatele oczekiwali gwałtownego podwyższenia poziomu życia. Nie
zmieniło się jednak nic, może poza tym, że w w jednej z
pałacowych sal, gdzie obradował Parlament, muzyka nie cichła, a
alkohol lał się strumieniami.
---Wściekli ludzie
przepędzili bumelantów i wybrali nowych przedstawicieli, jak
domniemano – lepszych. Niestety, tym również było niespieszno do
spełniania kampanijnych przyrzeczeń.
Po kilku takich
cyklach naród miał dosyć. Pewnego razu jeden z prostych chłopów
zapytał przechadzającego się po Złym Królestwie wędrowca czy
„nie szłoby pozbyć się w pizdu tych wszystkich władców”.
Wędrowiec zasięgnął opinii tu i ówdzie, i okazało się, że
idea absolutnej wolności jest dosyć popularna wśród Złych
Królestwian. Parlament został więc rozwiązany, by ludzie mogli
wreszcie żyć tak jak chcą, nienękani przez nikogo.
---Problem tkwił w
tym, jak owa absolutna wolność miała wyglądać. Niektórzy
twierdzili, że powinna opierać się na nieskrępowanym handlu,
inni, że na własności wspólnej. Złe Królestwo (w tamtym
momencie tytuł ten stosowano już jedynie z przyzwyczajenia)
podzieliło się na dwie części, nazwane dla niepoznaki i
podkreślenia głębokiej wyobraźni ich pomysłodawców Anarchokapem
i Anarchokomem. Różniły się wszystkim, może poza tym, że w obu
nie cieszono się swobodą zbyt długo. W Anarchokapie władzę
przejął pewien bogaty kupiec, który wynajął armię najemników i
zaczął ściągać haracze, zaś w Anarchokomie utworzono Milicję
pilnującą tego, czy aby na pewno wszyscy dzielą się dobrami po
równo. Oczywiście Milicjantom, ze względu na wymagające
obowiązki, przysługiwały większe racje.
---Po pewnym czasie
obie części zaczęły tłuc się między sobą, starając się
narzucić drugiej Jedynie Słuszną Ideologię. Zanim walczący
opamiętali się i zawarli rozejm, zginęło wielu ludzi, a w kraju
zapanował chaos. Zwrócili się więc o pomoc do Wędrowca.
Pozwolisz, o drogi
czytelniku, że posłużę się teraz nieco wygodniejszą formą
dramatu:
LUD
Cóż mamy czynić,
czcigodny Wędrowcze?
WĘDROWIEC
Nie wiem. Prawdę mówiąc, to skończyły mi się pomysły na system.
Nie wiem. Prawdę mówiąc, to skończyły mi się pomysły na system.
LUD
Zostań naszym
królem! Będziemy Ci wiernie służyć!
WĘDROWIEC
Kiedyś tak bardzo
nie chcieliście mieć króla, a teraz ja mam zasiąść na tronie!
Wasze niedoczekanie! Byłem z wami przez tyle lat, i c**j mi z tego!
---Wypowiedziawszy te
słowa, Wędrowiec udał się gdzieś w siną dal i nikt go więcej
nie widział. Nie wiadomo też, co dzieje się na chwilę obecną w
Złym Królestwie. Plotki głoszą, że zaprowadzono tam agoryzm
keynesistowsko-socjaldemokratyczny, który jak zwykle nikomu się nie
podoba.
---Spytasz mnie teraz,
drogi czytelniku, o co chodzi w tym beznadziejnym szorcie. Otóż –
parafrazując klasyka – Złe Królestwo jest wewnątrz ciebie.
Nawet najlepszy system nic nie zaradzi, jeśli będziesz kupował
szlugi z przemytu, wypluwał gumę do żucia na chodnik, wyklinał
pod nosem na starsze panie w autobusie i popełniał mnóstwo innych
niecnych uczynków. Rzecz w tym, że ja jestem gorszy od ciebie. I
nie zamierzam się zmieniać.
kwiecień 2015
kwiecień 2015
Subscribe to:
Posts (Atom)