Showing posts with label sci-fi. Show all posts
Showing posts with label sci-fi. Show all posts

Thursday, September 27, 2018

"Prawdziwa Turija" - moje opowiadanie w magazynie Abyssos

W ostatnim numerze Abyssosu pojawiło się moje opowiadanie pt. Prawdziwa Turija. A w nim – trochę fizyki, trochę filozofii wschodu, trochę eksploracji kosmosu. Mieszanka wybuchowa ;)
Numer dostępny tutaj: http://abyssos.eu/2018/06/13/numer-8/
Opowiadanie można przeczytać także bezpośrednio na stronie internetowej magazynu: http://abyssos.eu/2018/08/01/sylwester-gdela-prawdziwa-turija/

Monday, April 16, 2018

Fantazmaty Tom I - już jest!

Darmowy, ambitny projekt Fantazmatów miał dziś swą premierę. Gorąco zachęcam do lektury antologii, jest co czytać!

Linki do pobrania:

Więcej informacji na stronie: http://fantazmaty.pl/projekty/fantazmaty-tom-i/
Zapraszam też na fanpage: https://www.facebook.com/fantazmaty/

Tuesday, August 25, 2015

"Hasztagi"

Czy może być coś bardziej radującego od posiadania potomstwa? W końcu to wypełnienie celu zapisanego głęboko w genach, praktycznie najważniejszego z punktu widzenia biologii. Poza tym dziecko jest ucieleśnieniem miłości, istotą łącząca w sobie cechy dwóch zakochanych osób.

Zuzanna cieszyła się, że jej nowo narodzony synek wreszcie jest w domu. Miała problemy z zajściem w ciążę, samo oczekiwanie na poród również nie przebiegało gładko. Dzięki Bogu, Feliks urodził się cały i zdrowy.

Zuzanna zrobiła sobie zdjęcie razem z nim, mężem Hubertem i czteroletnią córeczką Amelią w świeżo wyremontowanym pokoju dziecięcym, po czym wrzuciła je na portal społecznościowy.

#rodzinka #bobas #feliks #witajwdomu #szczęśliwi

Jaki oni śliczny!

Ale słodki!

Super! Kiedy nas odwiedzicie?

Post okraszono wieloma podobnymi komentarzami. Młoda mama była bardzo dumna. Nie mogła jednak zbyt długo cieszyć się towarzystwem Feliksa. Korporacja wzywała. To dzięki niej Zuzanna mogła zakupić robota, który zajmował się noworodkiem i Amelią. Android był odpowiedzialny za utrzymanie całego mieszkania, więc Zuzanna po powrocie z pracy poświęcała swój czas wyłącznie na kontakt z bliskimi. Bardzo jej to odpowiadało. Wcześniej, kiedy nie miała elektronicznego pomocnika, opieka nad córką doprowadzała ją do szału i wątpliwości nad sensem posiadania dzieci.

Dwa dni później, przekraczając próg nie usłyszała ani kwilenia Feliksa, ani śmiechu Amelci. Znalazła ich zmasakrowane ciała w pokoju dziecinnym. Tuż przy nich stał robot domowy, który w kółko śpiewał:

Ain't no time for fakin jax
Stop fakin jax
Brothers that fake jax get laid on they backs


*

Co może równać się z cechami, które sprawiają, że obserwujący je doznają niemalże mistycznych uczuć? Czy istnieje większy dar od natury niż piękno? Podobno to właśnie ono ma zbawić świat.

Marika marzyła o karierze modelki. Była uroczą młodą damą, jednak nie dosyć ładną, by pojawić się na okładkach magazynów i bilbordach reklamowych. Dlatego ostatnio zrobiła sobie operację plastyczną za pieniądze od taty. Nic wielkiego, drobne poprawki nosa i ust. Naturze czasem trzeba pomóc. Wczoraj założyła nowego bloga i wrzuciła na niego selfie pstryknięte w miejskim parku.

#polishgirl #beauty #bezskalpela #wawa #summer

Ekstra!

Pokaż cycki!

Sweet!

Marika była zadowolona z szerokiego odzewu. Niektórzy zarzucali jej oszustwo, ale pozostali komentujący od razu przypięli im łatkę hejterów. Aby jeszcze bardziej zachwycić internautów, postanowiła zmienić uczesanie. Wybrała się do zakładu fryzjerskiego obsługiwanego przez automaty. Wgrała do komputera osobiście zaprojektowaną fryzurę i usiadła na wygodnym fotelu. Umieszczone na robotycznym ramieniu nożyce zaczęły chlastać jej twarz. Radio zacięło się, nieustannie powtarzając ten sam fragment piosenki:

Ain't no time for fakin jax
Stop fakin jax
Brothers that fake jax get laid on they backs


*

Czy można być bardziej spełnionym niż wtedy, kiedy stworzyło się coś od początku do końca? Wprowadzeniu autorskiego pomysłu w życie towarzyszy wyjątkowe zadowolenie, które buduje poczucie własnej wartości.

Tobiasz od początku wierzył, że mu się uda. Niewiele osób może pochwalić się własnoręcznie przerobionym samochodem. Tuning pochłonął trochę czasu i pieniędzy, ale efekt był niesamowity. Zrobił sobie zdjęcie z nowym wozem i udostępnił je na portalu społecznościowym.

#540hp #hondaszybszaniżwygląda #JDM #pocomechanikjakmożnasamemu #swag

Łał, naprawdę ma tyle koni?

Robiłeś wszystko sam?

Kozacki spojler, pewnie dużo za niego dałeś.

Tobiasz odpowiadał na większość pytań twierdząco, mimo iż test na hamowni wskazał sporo mniejszą moc, część modyfikacji była dokonana przez poprzedniego właściciela, a nowe części kupił po przecenach. Ale co mu tam, przecież nikt się nie dowie.

Pewnego dnia postanowił wybrać się na przejażdżkę po mieście. Opuścił szyby i puścił głośną muzykę. Jechał powoli, przyglądając się spacerującym dziewczynom. Nagle w samochodzie włączył się autopilot i pojazd zaczął gwałtownie przyspieszać. Tobiasz nie mógł zahamować, ani dezaktywować komputer kierujący wozem. System audio ześwirował i ciągle odtwarzał ten sam kawałek utworu:

Ain't no time for fakin jax
Stop fakin jax
Brothers that fake jax get laid on they backs

Po chwili biała honda zderzyła się z seatem poruszającym się przeciwległym pasem. Wszyscy uczestnicy wypadku zginęli.


*

Wygląda na to, że to koniec koszmaru – powiedział nadkomisarz Grabowski. – Jak udało się wam go rozpracować?

To nie nasza zasługa – odparł młodszy inspektor Malinowski. – Po pewnym czasie zabójca sam przyznał się do zbrodni. Wystarczyło go ująć.

Naprawdę to zrobił? – zdziwił się Grabowski. – Wybacz, nie jestem na bieżąco, dopiero wróciłem z urlopu.

Zależało mu na rozgłosie – wyjaśnił Malinowski. – Ten gościu był konkretnym świrem. Ofiarom przed śmiercią puszczał amerykański rap, jakiś kawałek o tym, że pozerzy źle kończą. Swoje działania określał jako Projekt Trendkill od nazwy pewnego albumu ze strasznie agresywną muzyką. Nienawidził ludzi, którzy przesadnie chwalili się w mediach społecznościowych. Wyszukiwał ich na podstawie tagów, śledził przez kilka dni, a następnie zabijał przy pomocy zhakowanych urządzeń.


Dobrze, że nie korzystam z tych durnych fejsbuków…

Thursday, July 30, 2015

"Całkowita imersja"

---Migoczące światło świec i wesoła muzyka wypełniały mały gościniec leżący w górach Saddragal, na drodze pomiędzy Hisgorodem i Blas. Nie można było tego powiedzieć o ludziach, gdyż nie znajdowało się tam ich tam zbyt wielu, podobnie zresztą jak na całym Mlahul. Populacja malała z roku na rok. Kolejne osoby po prostu znikały i nikt więcej ich nie widział. Przynajmniej nie w tym świecie.
---Barczysty, wysoki wojownik o imieniu Raphael wszedł do środka karczmy. Przyjemne ciepło uderzyło go w twarz. Zdjął z siebie zaśnieżony płaszcz i podszedł do lady, przy której stała blond-włosa piękność.
- Co macie do picia? - zapytał.
- Zostało nam już tylko hisgorodzkie piwo – odparła młoda dama.
- W takim razie nalej mi kufel. - Raphael położył na blacie trzy złote monety. - Tylko się pospiesz, przeklęty bocie - dodał w myślach.
---Wojownik spojrzał w stronę stołu. Elfia łuczniczka i mag o bladej cerze. Levele odpowiednio dwieście dwudziesty czwarty i dwieście szesnasty. Bez problemu dałby im radę, ale znudziło mu się już wszczynanie burd w karczmach. Nawet nie pamiętał już, ile ich już przeżył, a ile nie. Musiałby zobaczyć w statach.
- Mogę się dosiąść? - zapytał nieznajomych.
- Pewnie - odpowiedział mag. - Jestem Golaon.
- Faxia – odezwała się elfka.
- Raphael.
---Choć update ukrywający nicki graczy i zmuszający do pytania ich o godność wszedł jakieś piętnaście lat temu, wojownik nie zdążył się przyzwyczaić. Spoczął na ławie i po chwili karczmarka przyniosła mu piwo. Smakowało ohydnie.
- Sześćsetny level? - zdziwiła się Faxia. - Jedziesz na hackach, czy po prostu nie masz subskrypcji na inne uniwersa i jesteś zmuszony siedzieć tu?
- Hacki? W jakie bajki ty wierzysz, kobieto? To pieśń przeszłości, teraz nikt nie jest w stanie obejść zabezpieczeń stworzonych przez AI. Z resztą po co ktokolwiek miałby jeszcze to robić? Są przecież matryce z trybem boskim. Trudno dostępne, ale są.
- Tylko żartowałam.
- Wybacz, mam słabe poczucie humoru. Co do mojego levelu - jestem tu praktycznie od samego początku, czyli dobre pięćdziesiąt lat. Mam też dostęp do innych światów, konkretnie Ziemi z początku XXI w. i jej postapokaliptycznej wersji. Do pierwszej wracam ze względu na tęsknotę do czasów młodości. Przebywanie w tej drugiej jest cholernie niekomfortowe i szybko się nudzi – wszędzie tylko ruiny i mutanci. W Mlahul przynajmniej krajobrazy są różnorodne. Tak więc większość czasu siedzę tutaj, tłukąc, rabując i pieprząc botów lub innych graczy.
- W sumie, to co można mieć lepszego do roboty w dzisiejszych czasach? - powiedział Golaon. - Wegetować w realu jako zwierzątko domowe sztucznych inteligentów i tułać się z nimi gdzieś po egzoplanetach, albo gnić w rezerwatach zdominowanych przez religijnych fanatyków? Urodziłem się w prawdziwym świecie, starałem się żyć normalnie, wynajdować sobie jakieś zajęcia, ale po pewnym czasie wszystko mi zbrzydło, więc przeniosłem się do CVR.
- Nie rozumiem, po co zwlekałeś – odezwała się łuczniczka. - Rzeczywistość to tylko płótno, na którym maluje się pejzaże wyobraźni. Jest dosyć istotne, ale za nas martwi się o nie AI. To, czego doświadczamy, jest jak świat idei Platona, z tym że to on jest odbiciem świata materialnego, a nie na odwrót.
- Gdyby tylko systemy nie były tak przeciążone – westchnął Raphael. - Odkąd cofnęli wsparcie Mlahul świeci pustkami, a do serwerów z innymi światami są okropne kolejki.
- Tak bywa – stwierdził mag. - Nie zdziwię się, jak go w końcu zamkną. To uniwersum jest mocno zbugowane, istnieje dużo lepszych fantastycznych krain. Ludzie grali tu głównie na sentyment do Gryphon's Prophecy. Tworzenie zabawek dla zwierzątek to nie priorytet dla sztucznych inteligentów. Oni są zajęci eksploracją wszechświata. Kiedy ostatni raz byłem w Lobby w wiadomościach mówili, że odkryto ogromne złoża surowców na... już nie pamiętam, w każdym bądź razie gdzieś w pizdu daleko. Cały czas ta sama historia. Znajdą jakąś rudę, wyeksploatują ją do cna, zbudują lepszy komputer, który zaprojektuje i skonstruuje lepszy statek kosmiczny, polecą do innego układu planetarnego, znowu znajdą jakąś rudę i tak w kółko...
- Czy w życiu kiedykolwiek chodziło o cokolwiek innego? - spytała nie oczekując odpowiedzi Faxia. - Oto sens wszelkiego istnienia. Expienie. Nieustanny rozwój.
- Ja tam nigdy nie zwracałem zbytniej uwagi na level – wyznał Golaon. - Dla mnie ważniejsza jest zabawa. Dlatego cieszę się, że ludzie nie muszą już pracować.
Karczmarka przyszła do stołu i zabrała puste talerze Golaona i Faxii. Raphael dalej męczył się z ohydnym browarem i zastanawiał się, czy nie zamówić czegoś do jedzenia.
- Współczuje tym botom – wyznał wojownik. - Nawet nie są świadome tego, że istnieją tylko w wirtualu.
- One w ogóle nie są świadome. To nie sztuczni inteligenci, tylko dosyć zaawansowane skrypty z imitacją wolnej woli.
- Mógłbyś przestać wreszcie mówić „sztuczni inteligenci”? - zirytowała się Faxia. - To idiotyczne.
- Może i tak. Ale mi się podoba.
- Wiem, że enpeceki nie zdają sobie sprawy ze swojego istnienia. – Raphael wrócił do podjętego tematu. - I właśnie dlatego ich żałuje. Na każdą wzmiankę o rzeczywistym świecie reagują kompletnym zdziwieniem, albo uważają, że to interesująca teoria, ale nie da się jej potwierdzić.
- Zupełnie jak ludzie – zauważyła elfka. - W sumie to mają rację – my też nie mamy empirycznego dowodu na to, że real nie jest tylko iluzją. Może istnieje tylko jeden wielki symulator-matrioszka, na dodatek zapętlony, a nasza rzeczywistość została wykreowana w wirtualnym świecie, który sami stworzyliśmy?
- Twój pomysł jest bez sensu – skomentował Golaon. - Gdyby prawdziwy świat byłby tylko programem komputerowym, ludzie zaczęliby się wybudzać.
- Nie zaczęli. Czy jesteś w stanie ot tak nagle odciąć wszystkie bodźce docierające do mózgu? Nie sądzę. Z resztą wielu ludzi wzięło niebieską pigułkę, a nie było żadnych wieści o osobach wyłamujących się z programu.
- Masz na myśli światy z wymuszonym resetem pamięci? Ano tak, umknęło mi to gdzieś. Może dlatego, że nigdy się tym zbytnio nie interesowałem. Dla mnie to szczyt zakłamania. Ja nie dałbym pozbawić się tożsamości dla całkowitej imersji.
- To dosyć radykalne rozwiązanie, ale dobre, gdy wszystko ci się znudziło, a nie chcesz eutanazji – podkreśliła Faxia. - Wybierasz sobie, kim chcesz być i nagle stajesz się tą osobą.
- A co jeśli umrzesz? Przecież tam chyba nie ma respawnów.
- Trafiasz do czegoś a la Lobby – zaczęła tłumaczyć łuczniczka. - Tam rozmawiasz z botem udającym bóstwo i decydujesz o swoim losie. Możesz pójść do nieba i być wiecznie szczęśliwym, reinkarnować się w tym samym lub innym uniwersum, bądź poznać „Ostateczną Prawdę”, czyli odzyskać wspomnienia i wrócić do realu. Nawet po jej odkryciu większość i tak woli jeszcze raz doznać amnezji i spotkać się z bliskimi w zaświatach. Co więcej, w takich matrycach można płodzić dzieci, które od początku będą w nich ulokowane – maszyny dokonają sztucznego zapłodnienia i gdy nowy człowiek dostatecznie się rozwinie, podpinają go do systemu.
- Pomyślcie sobie, żyjesz sobie w takim Tamriel czy Śródziemiu, kopiesz w kalendarz i nagle dowiadujesz się, że to wszystko do głowy pompowała ci wielgachna sterta kabli i tranzystorów. Mnie chyba wyjebałoby z papci.
- I pewnie znowu wróciłbyś do wirtualu – domyślał się Raphael. - Ludzie to urodzeni eskapiści. W dawnych czasach poświęcali setki godzin na grę polegającą na budowaniu rzeczy z sześcianów, a co dopiero teraz...
---DOSYĆ GADANIA.
---Potężny głos nie przypominał bohaterom żadnego z Mlahulańskich bóstw. Wstali od stołu i odruchowo chwycili za broń.
- Kim jesteś?! - krzyknął Golaon.
---MÓWIĄ O MNIE WICKED G. JESTEM WASZYM TWÓRCĄ.
- Bogiem? - spytała nieśmiało Faxia.
---NIE, IDIOCI. GRAFOMANEM. A WY JESTEŚCIE TYLKO SŁOWAMI W DOKUMENCIE TEKSTOWYM. ZOSTAWIAM WAM TEN FAKT DO PRZEMYŚLENIA W SAMOTNOŚCI. NIE CHCE MI SIĘ JUŻ O WAS PISAĆ.
---Przyznaję, postąpiłem trochę okrutnie. Ale co ja poradzę na to, że lubię zakończenia w stylu deus ex machina.
---Teraz tylko Ctrl+S, przejrzeć czy nie ma błędów i wrzucić na NF...

czerwiec 2015

"A co to takiego?"

---Lustra i kopulacja są wstrętne, jako że pomnażają ilość ludzi. Choć uwielbiam dzieła Borgesa, w tej chwili nie mogę się zgodzić z herezjarchą Uqbaru. Za moment bowiem spory fragment płaskiej, odbijającej światło powierzchni będący częścią podziwianej przeze mnie instalacji artystycznej spadnie mi na głowę, zmniejszając populację Polski o jednego osobnika. Kawałek szkła pokrytego srebrem ustawił się równolegle do górnej części mojej kości ciemieniowej i zetknął się z nią. Mimo tego nie poczułem bólu, a zamiast światełka w tunelu ujrzałem jednak wiejski krajobraz. Stałem teraz na krętej, asfaltowej drodze położonej gdzieś wśród pól uprawnych, a pod stopami miałem nieszczęsne odłamki mieszaniny dwutlenku krzemu i kilku innych związków chemicznych. Przedostałem się na drugą stronę zwierciadła, które właśnie zostało rozbite. Świetnie.



***



---Słońce prażyło niemiłosiernie. W ustach miałem sucho, a w okolicy ani śladu wody nadającej się do picia. Telefon nie miał zasięgu. Przeszedłem chyba z pięć kilometrów nie napotkawszy żywej duszy, więc postanowiłem trochę odpocząć. Gdy miałem już usiąść w cieniu wysokiej lipy, do moich uszu dotarł płacz dziecka. Przeskoczyłem rów melioracyjny, zbiegłem na położone niżej pastwisko, skąd dochodził hałas, i ujrzałem głośno szlochająca dziewczynkę opierającą się o kamień, na oko ośmioletnią. Zbliżyłem się do niej i zapytałem (po angielsku, co zdawało się dla mnie być najrozsądniejszym wyborem w przypadku znalezienia się na nieznajomym terenie):
– Co się stało?
---Maluch przestał ryczeć i spojrzał na mnie szeroko otwartymi oczyma. Spróbowałem niemieckiego i francuskiego, niestety bez skutku. Po chwili doszedłem do wniosku, że może w którymś z wszechświatów w kraju Białego Orła drogi są pozbawione dziur, i użyłem ojczystej mowy:
– Zgubiłaś się? Gdzie jest twoja mama?
– Mama? A co to takiego?
---Zamurowało mnie. Po prostu czułem, jak chomik kręcący kołowrotkiem w mojej głowie stopniowo go wyhamowuje, odmawiając pracy pod tak dużym obciążeniem.
– Przyjechał pan z daleka? Strasznie śmiesznie pan wygląda.
---Uwaga młódki przerwała moje nieudolne próby wytłumaczenia sobie, dlaczego to dziecko nie zna nazwy rodzica płci żeńskiej. Kanony mody po obu stronach lustra znacząco odbiegały od siebie. Bluza oraz spodnie z niebarwionej bawełny połączone ze skórzanymi trzewikami wydawały mi się równie nietypowe jak fikuśny t-shirt z logiem RAM Records i czarne jeansy dla mojej rozmówczyni.
– Powiedzmy – odpowiedziałem wymijająco. – Dlaczego płakałaś?
– Przewróciłam się i boli mnie ręka. Ale to nic, zaraz przestanie.
– Mogłabyś zaprowadzić mnie do kogoś dorosłego?
– Oczywiście. Nieopodal leży nasze miasteczko.
– Czemu nikt cię nie pilnuje?
– Opiekunowie zezwalają nam na samotne spacery. Każdy lubi chwilę odpocząć od towarzystwa.
---Wspomniała coś o opiekunach. Czyli jest sierotą. Ale to dalej niczego nie tłumaczy. W końcu tak czy inaczej musiała kiedyś słyszeć to słowo!
– Co się stało z twoimi rodzicami?
– Jakimi rodzicami? Chodzi panu o płodzicieli? Nikt nie zna tych, którzy powołali go do życia. Zadaje pan bardzo dziwne pytania. Jest pan chory psychicznie? Lepiej będzie, jeśli zaprowadzę pana do kogoś dorosłego.
– Też tak uważam.
---Dialog z dzieckiem wprawił mnie w konsternację. Jest zbyt śmiałe i inteligentne jak na swój określony w przybliżeniu wiek… Czyżby w tym uniwersum tempo rozwoju intelektualnego znacznie przewyższało dorastanie fizyczne? Zżerany ciekawością świata, w którym ludzie nie znają swoich ojców i matek, podążyłem za dziewczynką.



***



– Więc tam, skąd pan pochodzi, społeczeństwo nadal bazuje na grupach złożonych ze spokrewnionych lub spowinowaconych ze sobą członków, zwanych także rodzinami? – Zapytał goszczący mnie w swoim gabinecie burmistrz dwudziestotysięcznej miejscowości po tym, gdy wytłumaczyłem mu, jak się tutaj znalazłem.
– Tak.
– Doprawdy, nie mogę pojąć, jakim cudem cywilizacja mogła się ostać w takich warunkach.
– Nie jest tak źle, jak mogłoby się wydawać. Owszem, nękają nas poważne problemy, ale jakoś się trzymamy. Mnie z kolei zastanawia, jak udało wam się zmusić wszystkich do zaprzestania rozmnażania się na własną rękę.
– Nikogo do tego nie przymuszamy. Wszyscy uczestniczą w naszym systemie dobrowolnie, a ich decyzje umotywowane są racjonalnym rozumowaniem.
---To zabrzmiało niczym slogan totalitarnej partii. Nie wierzę w to, że tak nagle wszyscy zgodzili się na porzucenie rodzicielstwa.
– Mógłby mi pan powiedzieć coś więcej o tej doktrynie? – Postanowiłem wyciągnąć z niego trochę więcej informacji. – Od jak dawna ją stosujecie?
– Przez przeszło dwa tysiąclecia. Zaczęło się od Platona i jego dwóch najwybitniejszych dzieł: “Państwa” i “Praw”. Jego koncepcje stworzyły podwaliny pod obecny kształt świata. Chodzi przede wszystkim o przesunięcie odpowiedzialności za przedłużanie gatunku i wychowywanie nowych pokoleń z obywateli na organy administracyjne oraz o przekazanie władzy w ręce mędrców.
– W porządku. Platon istniał też w mojej linii czasowej i miał mniej więcej te same poglądy. Co dalej?
– Znalazła się grupa chętnych na realizację planów filozofa. Utworzyli oni kolonię rządzoną według ściśle określonych zasad wymienionych w jego dialogach. Wiodło im się całkiem dobrze i z czasem dołączały się coraz większe rzesze pokładające nadzieję w nowy porządek.
– Zaskakujące. W moim świecie takie utopie zazwyczaj kończyły się fiaskiem.
– Tak mogło być i w tym przypadku, gdyby nie pewien człowiek znany jako Kakos z Gortyny, który w znaczący sposób zrewidował nauki Ateńczyka. Postulował on zniesienie niewolnictwa oraz podziału na klasy. Od tego czasu funkcja danej osoby w społeczeństwie zależy wyłącznie od jej talentu i zaangażowania. Przełomowe znaczenie miały również jego idee dotyczące gatunku homo sapiens. Głosił on, iż jako ludzie tworzymy wspólnotę, której naczelnym celem jest rozwój. Aby osiągnąć szczęście, interesy wszystkich jej części składowych powinny zostać podporządkowane właśnie progresowi cywilizacyjnemu. Pozwoli pan, że powołam się teraz na paradoks pozornej korzyści sformułowany przez naszego mistrza. Wyobraźmy sobie, że jednostki oraz ich zbiory, na przykład państwa albo zgromadzenia religijne, w swoich działaniach kierują się przede wszystkim uzyskaniem dobra dla siebie. Logicznym następstwem tego faktu jest to, że wywiązuje się pomiędzy nimi rywalizacja, co prowadzi do szkody dla niektórych z nich. Tym samym traci nasz rodzaj jako całość, i choć część tych jednostek czy też zbiorów odniosło korzyść, nie jest ona wymierna, gdyż doprowadziła do strat dla wspólnoty, która w bezpośredni sposób oddziałuje na każdy ze swoich elementów. Na przykład, konkurencyjny osobnik może zemścić się za swoje krzywdy, albo w wyniku nadeksploatacji pewnych dóbr przez określoną grupę w celu uzyskania przewagi nad pozostałymi zostaną one wyczerpane w zbyt krótkim czasie. Innymi słowy, lepiej jest współpracować niż walczyć.
---Okej. To zbyt piękne, żeby było prawdziwe. Przecież oni na dobrą sprawę nie różnią się od nas tak bardzo – przynajmniej pod względem fizycznym.
– Nie wierzę w to. Nie wierzę, że wszyscy tak po prostu na to przystali. Choćby i dlatego, że zawsze znajdzie się ktoś, nawet zwyczajnie zbyt głupi, żeby to zrozumieć, kto będzie uważał inaczej. Jak to się stało, że ludzie, czyli na dobrą sprawę zwierzęta, porzuciły instynkt rozpowszechniania swoich genów w populacji, z którego bezpośrednio wynika zaangażowanie w ochronę i pomoc krewnym budujące więzi rodzinne, i zaczęły postępować według abstrakcyjnej koncepcji.
– Jedno z wyjaśnień fenomenu modelu społeczeństwa będącego efektem prac dwóch wybitnych greckich filozofów przedstawił trzynastowieczny islandzki metafizyk Vondur Gunnarson. Według niego wysoce rozwinięta świadomość oraz zdolność do postępowania w zgodzie z rozumem, a wbrew naturze, wynika z oddziaływania bliżej nieokreślonego bytu duchowego. Dzięki niemu jesteśmy stanie poświęcać się wyższym celom. Jego wzmożona aktywność trwająca od czasów mędrca z Gorynty może być wytłumaczeniem przejścia cywilizacji na poziom rozwoju w mniejszym stopniu zależny od czynników materialnych.
---Strasznie naciągnięte. Zastanawiam się, czy naprawdę przeniosłem się do rzeczywistego wszechświata, czy tylko zwyczajnie zwariowałem, a mój mózg karmi mnie chorymi wizjami.
– Z upływem lat system rozprzestrzeniał się wśród kolejnych ludów, oczywiście na drodze swobodnego wyboru – kontynuował zarządca miasteczka. – Na dzień dzisiejszy jest stosowany na całym świecie.
– Kto utrzymuje to wszystko w porządku?
– Zarządzanie jest realizowane w procesie demokracji bezpośredniej, co również jest zasługą Kakosa. Zasięg decyzji ogranicza się do autonomicznych jednostek osadniczych, w których zostały one podjęte, możemy więc uznać, że władza jest całkowicie zdecentralizowana. Większe przedsięwzięcia są realizowane poprzez współpracę okręgów municypalnych. Im dalej posuwamy się w rozwoju, tym więcej nakładów wymaga rozwiązywanie problemów, dlatego też obecnie postuluje się utworzenie ogólnoświatowej Rady Nadzorczej koordynującej prace na rzecz progresu.
– Wygląda na to, że wasza strona lustra jest idealna. Nurtuje mnie jednak jeszcze jedna kwestia. Skoro wszyscy są doskonałymi altruistami, to czy naprawdę rezygnowanie z zakładania rodzin jest konieczne? 
– Rodziny były instytucjami patologicznymi, gdyż w wyniku ich istnienia obywatele przedkładali dobro osób z nimi spokrewnionych nad prawidłowe funkcjonowanie społeczeństwa. Wraz z ich zlikwidowaniem pozbyliśmy się wielu problemów, jak chociażby nepotyzmu.
– Małżeństw też nie zawieracie?
– Małżeństwa to na dobrą sprawę dwuosobowe rodziny, więc również są złe.
– Jak zatem spełniacie swoje potrzeby seksualne?
– Potrafimy powstrzymać popęd szkodzący wspólnocie. Nikt nie odbył stosunku płciowego od czasu gdy została wprowadzona metoda inseminacji, czyli dobre sto lat temu.
---Spojrzałem na wiszący na ścianie za plecami mojego rozmówcy kalendarz. 22 listopada 2281 roku. Na podstawie licznego występowania dosyć rozwiniętych techniczne pojazdów spalinowych oraz zasłyszanej po drodze do urzędu miasta rozmowie o elektrowni atomowej mogłem stwierdzić, że ich cywilizacja znajdowała się mniej więcej na poziomie naszej w latach pięćdziesiątych dwudziestego wieku. Czyżby byli więc aż tak bardzo do tyłu w rozwoju? Zaraz, zaraz…
– Od jakiego wydarzenia liczycie rachubę czasu?
– Od narodzin Kakosa, ma się rozumieć.
– Mógłby pan umiejscowić jego okres życia w odniesieniu do Platona?
– Był od niego młodszy o około trzydzieści lat.
---Dwa tysiące dwieście osiemdziesiąt jeden minus trzysta dziewięćdziesiąt siedem równa się około tysiąc osiemset osiemdziesiąt… O kuźwa. Są o całe siedem dekad do przodu. Coś rzeczywiście jest na rzeczy.
– Pozwoli pan, że skorzystam z toalety.
– Ależ oczywiście. Na końcu korytarza proszę udać się w prawo, pierwsze drzwi po lewej.
---Wyszedłem ze skromnie urządzonego gabinetu i puściłem się pędem we wskazanym mi kierunku. Muszę uważać, bo podłoga była przed chwilą myta, więc jest śliska i mogę się… Wypieprzyć spadając prosto na kinol. Auć. Mój nos nie spotkał się jednak z kremowymi kafelkami, jakimi był wyłożony hall w budynku administracji znajdującego się w równoległym świecie, lecz z stanowiącym podłoże w Galerii Sztuk Pięknych betonem pomalowanym na znajomo zielony kolor. Nie wyrobiłem zakrętu i wleciałem prosto w wiszące na ścianie lustro. Witamy w domu.



***



---Od mojej niezwykłej przygody minęło piętnaście wiosen. Mimo usilnych prób nie udało mi się powtórzyć tego wyczynu. Przyznaję, jestem trochę rozczarowany. Wbrew moim oczekiwaniom zamiast na rewolucji w postrzeganiu nauki i boomie na poszukiwania równoległych wymiarów skończyło się na krótkim artykuliku opublikowanym na niewiarygodne.pl. Niespełnione marzenia o sławie i tak nie mają teraz większego znaczenia. Zaraz bowiem z powierzchni ziemi zmiecie mnie chińska głowica jądrowa.
– Tu jest, znaleźliśmy go! – Usłyszałem nagle entuzjastyczny okrzyk za swoimi plecami, po czym zostałem wciągnięty do portalu interwymiarowego.
---Znalazłem się na statku kosmicznym otoczony przez ogolonych na łyso ludzi ubrany w śmieszne, à la startrekowe kombinezony.
– Uff, udało się – powiedział jeden z nich. – Byłoby fatalnie, gdyby tak wybitny umysł zginął przez tych prymitywów. I tak nigdy nie spłacimy długu wdzięczności wobec pana. Gdyby nie pan, nigdy nie odkrylibyśmy możliwości podróży pomiędzy wszechświatami…
– Dziękuję. Zrobiliście duże postępy. Ile czasu upłynęło dla was od mojej wizyty?
– Trochę ponad półtora wieku. – odezwał się inny, sądząc po ilości odznaczeń najprawdopodobniej kapitan jednostki.
– Jestem pod wrażeniem.
– Udamy się teraz na planetę macierzystą. Jeżeli się pan tamu nie spodoba, ma pan do wyboru setki innych ciał niebieskich nadających się do zamieszkania – rzekł dowódca z uśmiechem na ustach.
– Sądzę, że z pewnością znajdę coś dla siebie – odparłem, również wyginając usta w krzywą łańcuchową.
---Jest super. Nareszcie koniec wysłuchiwania narzekań matki na moje starokawalerstwo, niekończących się zjazdów rodzinnych, zalewu zaproszeń do grona znajomych na Facebooku od mężów sióstr ciotecznych trzeciego stopnia… Ogólnie rzecz biorąc – mega git. W radosnym uniesieniu zacząłem nucić:
Birds flying high
You know how I feel
Sun in the sky
You know how I feel
Reeds driftin' on by
It's a new life for me


listopad 2014

"OrgUEr"

---John Smith spacerował sobie jak gdyby nigdy nic po jednej z edmonotońskich ulic. Wtem ze ściany trzydziestopiętrowego apartamentowca wystrzeliła wiązka światła, a przed jego oczyma ukazała się holograficzna reklama.
- Chcesz, aby twoje pragnienia stały się rzeczywistością? - usłyszał kobiecy głos, którego tembr wręcz emanował siłą perswazji. - OrgUEry firmy Hornfield Neuromedics Inc. spełniają najśmielsze oczekiwania wszystkich ludzi. Nie zwlekaj! Już teraz pobierz katalog bądź odwiedź jednego z naszych przedstawicieli. Najbliższy z nich znajduje się zaledwie czterysta metrów od twojej obecnej lokalizacji. Czy przekazać współrzędne do urządzenia mobilnego?
---John zamyślił się przez chwilę. OrgUEr fajna rzecz, kumpel ma takie ustrojstwo i sobie chwali. W sumie mógłby wydać część swoich oszczędności…

***

- Czy zechciałby pan rozważyć kupno jednego z istniejących już modeli? - zapytał gynoid ubrany w ołówkową spódniczkę i białą koszulę. - Wypełnienie formularza nie trwa długo, jednakże utworzenie spersonalizowanego egzemplarza zajmuje około trzech lat.
- Hmm, sądzę, że powinienem znaleźć coś odpowiedniego dla siebie - odpowiedział mężczyzna.
- Doskonale. W takim razie zaprowadzę pana do magazynu.
---Maszyna wstąpiła do ogromnej hali wypełnionej wysokimi na około dwa i pół metra kapsułami. Człowiek podążył za nią.
- Tutaj przechowujemy ukończone produkty. Gdy pan się już zdecyduje, rozpoczniemy proces kształtowania psychiki, aby Organiczne Urządzenie Erotyczne odczuwało bezwarunkowy pociąg seksualny w stosunku do pana. Wtedy będzie w pełni gotowe do użytku.
---Smith zaczął przechadzać się pomiędzy rzędami różnorakich, nagich postaci zanurzonych w przeźroczystym płynie. Były wśród nich seksowne laski, przystojni faceci, znane postaci historyczne, antropomorficzne zwierzęta, wampiry, kosmici… Niesamowity wybór, ciężko się będzie ograniczyć tylko do jednej opcji…
- Ta - rzekł, zatrzymując się przy małej dziewczynce jakby żywcem wyjętej z japońskich kreskówek.
Świetnie. Proszę chwilę zaczekać, inicjuję procedurę... - odparł robot.
---Pocisk kalibru zero pięćdziesiąt wystrzelony z karabinu snajperskiego przebił czaszkę Johna na wylot.
Jednego dewianta mniej - pomyślała sprzedawczyni, spoglądając na trupa. - Tak to powinno się robić, a nie zabawa w jakieś terapie farmakologiczne...


październik 2014